Dwa słowa
Wiele lat temu, gdy miałem czas czytać wszystko co tylko wpadło mi w ręce, znalazłem Kolory Magii. A może to było Równoumagicznienie? Dokładnie już tego nie pamiętam, ale pamiętam jedno – oczekiwałem zupełnie czego innego od literatury „fantasy”. Twarde S-F przerabiałem dziesiątkami – a to nie zawsze jest takie łatwe. Pamiętam momenty, że takiego Lema czytałem ze słownikiem wyrazów obcych na drugim kolanie… A Pratchett – wydawał mi się wtedy taki dziecinny, kompletnie niepoważny i mało interesujący. Odłożyłem wtedy tą książkę, nawet nie pamiętam, czy przeczytałem ją do końca. To było chyba piętnaście lat temu.
Moje drugie spotkanie ze Światem Dysku nabrało zupełnie innego kalibru – Nauka Świata Dysku stała na półce domku gdzie spędzałem wakacje. A, że nie lubię marnować czasu, pomyślałem – co mi szkodzi? Przeczytałem. I zachwyciłem się! Naukę świata Dysku (dwa pierwsze tomy, bo na trzeci musiałem trochę poczekać) odebrałem jako genialne połączenie ogromnej masy informacji o otaczającym nas świecie i sprytnego sposobu na jej przekazanie. To nie jest proste. Kto czytał książki typu „Pierwsze trzy minuty” – określane jako „przystępne dla zwykłego człowieka” będzie wiedział, o co mi chodzi.