blog Praczetowy

moje przygody z prozą Pratchetta

Wiedźmikołaj

Napisane: | Luty 28, 2010 | No Comments |

Wszystko się gdzieś zaczyna, choć wielu fizyków ma inne zdanie.

W ten sposób zaczyna się Wiedźmikołaj. Niech będzie to też początek pierwszego wpisu na tym blogu. Nic lepszego nie wymyślę.

Cytaty podobne do tego powyżej bardzo często zaskakują mnie gdy sięgam po Świat Dysku. Gdy znajdę fragment podobny do przytoczonego cytatu, zbyt często mam ochotę zakrzyknąć: *! Facet jest genialny! Dlaczego to mi nie przychodzą na co dzień takie błyskotliwe sformułowania na oczywiste i wszystkim znane od dawna fakty?

Przypuszczam, że to pierwsze zdanie z Wiedźmikołaja inaczej przemawia do kogoś, kto interesował się astrofizyką i sprawy powstawania Wszechświata są mu znane (przynajmniej w podstawowym zakresie). Gdyby było inaczej – błyskawicznie przypomnę: Teoretycznie (ze wskazaniem na teoretycznie) znamy każdy moment historii Wszechświata. Od momentu Wielkiego Wybuchu. Chciało by się rzecz – od samego Początku, ale tutaj właśnie pojawia się problem – nie wiemy co było tuż przed Wielkim Wybuchem. Na moment tak krótki, że trzeba go opisywać liczbami astronomicznymi, tyle, że tutaj oznaczają one ułamek, milionowe części sekundy. Wszystko się gdzieś (i kiedyś) zaczyna. A kiedy i gdzie zaczyna się Początek?

No dobra, a co to ma wspólnego z Wiedźmikołajem? Niewiele. Naprawdę. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że praktycznie każda książka Pratchetta zaczyna się jednym lub kilkoma cytatami nad którymi można dumać przez naprawdę długi czas. Ale gdy akcja się rozkręca, takie głębokie teksty nie pojawiają się aż tak często. A może to ja nie potrafię ich wyłapać?

Po Wiedźmikołaja sięgnąłem, gdyż podobno jest zupełnie niezły film na podstawie tej książki Pratchetta, a nie chciałem psuć sobie ewentualnej przyjemności przeczytania dobrej książki oglądaniem niekoniecznie dobrego filmu wcześniej. Prócz Imię róży, nie zdarzyło mi się jeszcze zobaczyć film warty obejrzenia przed lekturą książki.

W Wiedźmikołaju spotkałem po raz pierwszy Susan (nie czytam książek Pratchetta w kolejności wydania) – muszę z miejsca stwierdzić, że Susan (i jej pogrzebacz) stała się jedna z moich ulubionych postaci. Zanim jeszcze skończyłem z Wiedźmikołajem, w lokalnym Empiku nabyłem Muzykę duszy, gdyż Susan pojawia się w niej chyba po raz pierwszy (poprawcie mnie proszę jeśli się mylę).


* – w tym miejscu słowo powszechnie uważane za wulgarne, oznaczające kobietę, której cnota nosi pewne znamiona komercji .**

** – i mamy kolejny cytat. Naprawdę, nie chciałem.

Comments

Dodaj swój komentarz